Czas na podsumowanie muzyczne 2011, bardzo krótkie bo opisuję tylko to co wyrło mi się w banie, reszta sobie jest.
CO JEST DOBRE:
Florence chociaż już sporo po premierze smakuje mi najbardziej w tym roku. Bardzo emocjonalny i ciekawy w dźwięki album. Lungs było świetne, ale brakowało spójności. Ceremonials odbieram jako całość i podoba mi się od pierwszej do ostatniej piosenki.
Zaraz za F+TM jest Nosowska z 8, sam się zdziwiłem dlaczego nie była numerem jeden, ale statystyki last.fm są nieubłagane, więcej było flo po prostu. Kasia zmienia dźwięki, po pokręconym Unisex i już bardziej opanowanym MURP jest czas na i tu uwaga dziwne sformułowanie “złożoną prostotę”. Osiem chociaż również bogate w dźwięki brzmi skromniej i surowej. Płyta zacna, teksty jak zwykle genialne. Przy Nomada i Kto? topiłem się. Amy po śmierci nie ostygła, jej album “Lwica: Ukryte Skarby” sprawił, że na nowo ją kocham chociaż nigdy nie przestałem. Mimo, że niewiele dla mojego ucha jest tu nowego to nowe aranże + tych kilka świeżynek jest cudem. Moje typy to : Beetwen the cheats, will you still love me tomorrow? i duet z tonym bennettem – body&soul. Ogólnie całość brzmi pięknie, może i to zarabianie na zgonie, ale mnie cieszy. Bez głębszych przemyśleń, ale też mega płyta i to polska: Gooral – Ethno Electro.
Miłym smaczkiem okazały się pojedyncze utwory: Lana Del Rey – Born to die, Przemyk – Jakby nie miało być, Tony Bennett & Lady GaGa – The Lady is A Tramp i o dziwo Rihannkowe We Found Love
CO JEST ZŁE:
Zacznijmy od mega zawodu Rihanna – Talk that Talk. Po całkiem fajnych wybrykach z Loud mam na myśli Men Down, CKB i ciekawym We Found Love spodziewałem się czegoś dobrego. Może nie z wyżyn artystycznych, hellou to nadal Rihanna nie? Ale czegoś do tupania racicą w autobusie. No i dupa nie ma nic, w tej płycie wszystko mnie wkurza. Od ujowych zdjęć i okładki, poprzez głupawe teksty do przekombinowanych dźwięków z odkurzacza. EuroTrance GaGi jest bardziej zjadliwe niż to. Podsumowanie GaGi jest w poprzednim zdaniu, nic dodawać nie muszę chociaż płyta miejscami błyska czymś co można puścić. Kolejną panną na jedno kopyto jest Adele. Może nie jest to największa makabra popełniona na moich uszach, ale miejsce zasłużone. Jej piosenki Rolling in the deep oraz Someone Like You były tyle razy wałkowane w radiu, że mnie na betła zbiera jak o tym piszę. Nie ma w sumie co się dziwić tylko one są najbardziej chwytliwe. Reszty 21 nie ma po prostu. I bez zaskoczenia – Femme Fatale by Britney. Fatalna pod każdym względem mimo tego nie mogę wyjść z podziwu jak ona to robi, że od jakiś 10-12 lat głos ma taki sam? Ale już dość o tym, zestawienie oczywiście jest tendencyjne – te które robią kupę nie zawiodły i śmierdzi tym wszędzie. Z mocnych pozycji nic mnie nie zniechęciło, a myslovitz smęci jak dawniej…
Małym pojedynczym wstrętem okazało się demo Madonny : Give me all your love czy jakoś tak. Zaczynam się bać tej nowej płyty.