Pawan.

grudzień 10, 2009 - Jedna odpowiedź

z hindi to wiatr.
wiatr, który miał nas pognać na szczyty człowieczeństwa
obudzić pierwotne instynkty dobroci i współczucia. takie czyste.
zabraliśmy ze sobą pieniądze.
pieniądze wisiały w powietrzu,
zepsuły nas, zrodziły konflikty
a szlachetność i misyjność poszły się jebać.
czy jesteśmy źli?
czy może to jest właśnie szczyt człowieczeństwa?

coraz mniej podobają mi się dobre akcje
Stają się złe w ładnej masce.
psują je ludzie, którzy nie rozumieją przesłania.
a to wszystko gnije od środka
bo przecież ona wrzuciła do koszyka tańszy szampon
bo przecież on nie dał całej kwoty
obserwatorzy rąk, 45-minutowi pseudo-wolontariusze.

się z chmur zjebaliśmy jak jeden mąż.
i znów ganiamy na szczytach własnego gówna.
tak już jest, a tak nie musi być.

Chmury
__________
Kolejna kwestia to niedopasowany element układanki.
Tak się czuje od dłuższego czasu
żarty z których się śmiałem wydają się idiotyczne
tamci ludzie jacyś głupkowaci i puści
nadajemy na innych odbiornikach
mi się zmienił światopogląd inaczej wszystko mam
i nie mówię, że pan-dorosły-miszcz-świata ma was w dupie
ale jesteście jak ślepe-zaprogramowane dzieci
bez własnych oczu, poglądów i mózgów co niektórzy
powoli wracam do układów z najlepszego okresu w życiu
czyli gimnazjum 3 klasa. Wydaje się więc że zgłupiałem i spadłem ze szczebla jakiegoś poziom
aby móc zauważyć to i owo. Udaje mi się więc wracam.
A wy nadal zostańcie w klimatach odbytu rudej koleżanki czy pozycji seksualnej tej blond.
zaśmiewajcie się z ciemnych żartów bez morału, które potrafiły wszystko spierdolić i dżi.

Muszę się wziąć za naukę to fakt, ale śmiem twierdzić, że jestem w nie najgorszej sytuacji.

Nadal jaram się koncertem Moyi Brennan.
Naprawdę to coś niesamowitego.
Zanim napiszę recenzję czekam na zdjęcia i filmiki więc odwleka mi się w czasie.
póki co udało mi się wrzucić “God rest ye merry gentelman”, które kocham bardzo.
Indie też w kolejce czekają i tak czuje, że może jutro…

I coś na poprawę humoru
KMN – Kim Besindżer.

IRISH CHRISTMAS TOUR

grudzień 4, 2009 - Jedna odpowiedź

Dzięki Marcie, uda mi się iść na legendarny głos zespołu Clannad.
Moya Brennan w ramach Irish Christmas tour zawita do Szczecina.
Dziś ( 04.XII) w Bazylice Archikatedralnej o 19:00

Moya Brennan – Carol of the Bells

undefined

W weekend chyba już dam obiecany, kolejny part o Indiach.
Jeśli mi znów coś i ktoś nie wypadnie, nie żebym się skarżył
nawet mi to na rękę, ale przydałoby się to w końcu zakończyć.

Czuje, że gryzie mnie sumienie.
Powód banalny, za dużo godzin opuszczonych w budzie.
To jakbym kogoś zawiódł, naprawdę lubię ten budynek
ale cholerny budzik znów nie zadzwonił.
Jestem zły, nie można tak.
Teraz muszę uruchomić wyobraźnie, aby usprawiedliwienie było wiarygodne.
Później się poprawię – napisze zaległe eseje, poprawię 2 z historii, przeczytam przedwiośnie,
zrobię zaległe prace, będę się uczył i systematycznie chodził.

I jakieś zdjęcia bym zrobił, mam pomysł.
na razie nastrajam aparat na Moyę.

cześć.

time and time

grudzień 1, 2009 - Jedna odpowiedź

wybaczcie tą długą przerwę, ale nie mam czasu
a do tego trzeba przysiąść, pozbierać myśli etc.
no bo w weekend ciągle coś, ale jak tylko znajdę chwilę
to będzie o pierwszym dniu w Jaipurze, który jest jak już mówiłem my love <3

Dzień Trzeci: Delhi – Jaipur

listopad 5, 2009 - Jedna odpowiedź

Okazji do zobaczenia prawdziwego ruchu w Delhi jeszcze nie było.
Końcówka ramadanu i fakt, że wyruszyliśmy dość wcześnie uchroniły nas przed korkami.
No, ale we wtorkowy, trzeci dzień wycieczki idealnie wpasowaliśmy się w standardy Indyjskie.
Niestety albo właśnie “stety” utknęliśmy w korku w drodze do Haryany (stan w Indiach sąsiadujący z Delhi).
d1
Ulica wygląda na zaniedbaną, nic bardziej mylnego.Tam u góry buduje się metro aby miasto miało szybkie i sprawne połączenie z Haryaną z którą notabene jest ściśle powiązane na płaszczyznach biznesowo-ekonomicznych. Przed wjazdem do nowego stanu autobusy mają obowiązek uiścić opłatę w takiej budce granicznej.
Kilka chwil i jesteśmy w stanie Haryana miasta przez które przejeżdżamy są stricte biznesowe i stosunkowo młode. Właśnie ich biznesowy charakter jest jednym z czynników współpracy z Delhi gdyż spora ilość siedzib dużych firm mieści się właśnie tutaj.
Zanim wyłoni nam się panorama miasta mijamy świątynie Hanumana, który jest oczywiście jednym z bóstw hinduistycznych.
hanumman
Mówiłem, że w Delhi krowy nie są aż tak często spotykane ponieważ zostają systematycznie przeganiane.
W Haryanie można już te krowy zobaczyć. Jedna z głównych dróg wjazdowych do miasta:
h1
Te pasy między ulicami to jedne z ulubionych miejsc krów, które wylegują się tam całe dnie.
h2
h3
No i mamy Gurgaon – miasto rozwijające się, podobne architektonicznie do tych, które znamy.
Dużo nowoczesnych budynków już stoi, a jeszcze więcej się buduje. Miasto jest powstawało i rozwija się na konkretnym planie co w Indiach jest dużym sukcesem bo spora część miast jest budowana bez jakiegokolwiek zamysłu (stąd brak chociażbym konkretnego centrum).
h4
h5
Tutaj można było szczególnie zobaczyć rozwarstwienie społeczne – piękne biurowce i wspaniałe samochody, a obok biedota mieszkająca na ulicy.
h7
h8
h9
Nowe mieszkania bogatej części społeczeństwa – połączenie tradycyjnych, rozpoznawalnych elementów architektury orientu i nowoczesności. Fantastyczne ogrody na dachu i oczywiście masa wentylatorów.
h10
W oddali wieżowce mieszkalne, a na pierwszym planie rozpierdol budowlany (słynne metro).
h11
Ostatnie ujęcia z miasta. Poranna toaleta + pranie. Oczywiście w fontannie, która jeszcze jakimś cudem i ledwo działa.
h12
h13
I wyjechaliśmy teraz kierujemy się w stronę Jaipuru po drodze zobaczymy tereny wiejskie, rolnicze, góry, standardowo kilka świątyń i zajazdów, a także wstąpimy na lunch do uroczego zakątka.
No to go!
w1
w2
w3
Zwróćcie uwagę jakie te panie po waszej lewej mają ogromne toboły na głowach.
w4
Świątynia buddy, a właściwie olbrzymi posąg. Dla Indii nie ma to najmniejszego znaczenia – wielki kompleks budynków czy tylko posąg – świątynia to świątynia i już.
w5
Zaczyna się pochód krów, który rozkręci się na dobre po jednej i drugiej stronie.
Mnie lekko zamurowało o_O.
w6
w7
I teraz po naszej stronie :P
w8
w9
I dalej…
w10
w11
Tutaj widać dobrze pana “przewodnika” trochę mi ten pochód pielgrzymkę na jasną górę przypomina, a wam?
w12
w13
Chwilę później docieramy do zajazdu.
Jest pięknie, stoły rozstawione w ogrodzie, pełno kwiatów, papużki, cudowna pogoda.
Obsługa trochę mozolna i roztrzepana jak całe Indie, ale to jest takie urocze…
Nikomu się nie spieszy i nikt się nie gniewa bo aż miło dłuższą chwilę posiedzieć w takiej oazie.

Papużki-cykory wyczyn zrobić im jakiekolwiek zdjęcie, strasznie się stresują kiedy ktoś podchodzi i uciekają na przeciwległe kraty.
papużki
Oczywiście musiałem porobić zdjęcia flory, ale szczerze mi się podobały te kwiaty i no lubię przyrodę.
f1
f2
f3
f4

A tu wiewióra palmowa, która udaje, że jej nie ma.
Te gryzonie są takie słodkie i jakieś bardziej cywilizowane, nasze to spierdalają jak tylko coś zaszeleści, a te raczej się nie boją.
wp1
Spryciary dorwały się i do coli, i do jedzenia pod nieobecność właścicieli jadła.
wp12
A tu już obżarta leży i się leni na gałązce
wp3
Po pysznym obiedzie (talerz warzyw robionych na milion sposobów do tego ryż i dwieście sosów) ruszyliśmy w dalszą drogę. Została nam jeszcze połowa.
Po kilometrach krajobrazu zrobiło się tak jakby trochę żywiej :)
w15
w16
Tu mamy przykładowy zajazd w którym można zjeść i wynająć pokój.
w17
Mijamy kolejne miasteczko i kolejny raz ruch wydaje się być większy niż w takim Szczecinie.
w18
w19
w20
Tu jeden z lepszych hotelo-zajazdów.
w21
w22

I na nowo zawitały krajobrazy, a nawet panowie i ich wielbłądy
w23

w24
w25
Te góry, które widać w tle to Arale.
w26
w27

I dotarliśmy do Jaipuru, stolicy Rajastanu.
Przed zakwaterowaniem w hotelu o wdzięcznej nazwie Paradise zostaliśmy poczęstowani występem artystycznym.
w28
w30
w29

Pokoje wyglądały równie wspaniale co w Delhijskim “Avalonie” :
p1
p2
A tutaj nasz widok z okna:
p3

Po szybkim prysznicu udaliśmy się wszyscy do Galerii Handlowej bo do kolacji zostały jakieś 2-3 godziny.
Galeria wizualnie bardzo ładna (zdjęcia będą jak mi wyślą). Zanim jednak się weszło kontrola toreb, przechodzenie przez bramki i kontrola czujnikiem. Po spełnieniu warunków można było wejść.
Oczywiście w sklepach jak wszędzie robiliśmy za sensację i zaraz się ustawił ogon, który dzielnie za nami podążał i to już było trochę niezręczne bo zakupów nie można było zrobić tak się wciskali między nas, obchodzili etc. W Centrach Handlowych praktycznie sami młodzi, ludzie starszej daty nie kupują w marketach oni wolą swoje targi. Ogólnie zainteresowanie nikłe to też ceny niskie i sklepów mało, ale za to konkretne. Markowymi ciuchami, a właściwie wszystkim można się obkupić za niewiele i do tego można się jeszcze targować! Ah szkoda, że u nas nie ma takiego czegoś. Troszkę się rozejrzeliśmy i się ściemniło, średnio się nam uśmiechało wracać na piechotę, a rikszą nie jechaliśmy więc zaraz złapaliśmy jakąś i sruuu pod prąd.
Dystans nie był wielki, ale za to jaka zabawa. Jedzenie w tym hotelu najlepsze i największy wybór chociaż nigdzie już nie było tak pysznego Deseru jak w Delhi. Kolejnym plusem Paradajsu była działająca telewizja z kanałami muzycznymi i nie muszę mówić że byłem w swoim żywiole – Bollyhity 24/h. Sen nas szybko nie zmorzył – jakoś tak się nie chciało. Biegaliśmy po hotelu i podziwialiśmy widoki z najwyższych pięter. Jaipur nocą mimo, że skromny jest zachwycający. Rad nie rad położyć się trzeba było bo czekał nas pasjonujący dzień!

Dzień drugi : Delhi/cz.3

październik 25, 2009 - Jedna odpowiedź

Zabieramy się z pod Bramy Indii do kolejnego punktu wycieczki.
Na pierwszym planie już lepszy autobus Delhijskiej komunikacji, obok autobusu riksza (jazda nią jest niezapomniana polecam każdemu!). W tle widać czerwony fort, który będziemy jeszcze mijać.
Białe kopułki, które widać nad bramą fortu określają lata trwania budowy i tak będzie z prawie każdą budowlą.
d1
“Miniaturka” Bramy Indii :P
d2
Rząd sklepików, który potrafi ciągnąć się kilometrami.
Mi się osobiście bardzo takie coś podoba, te ulice mają taki niepowtarzalny klimat.
Tak więc od lewej biżuteria, chemiczny i zielarski.
d3
Zwróćcie uwagę na tą panią w lewym rogu, która plecie wspaniałe girlandy kwiatowe używane w czasie świąt, ale i nie tylko. Takimi ozdobami obwiesza się posągi bogów i ołtarzyki. Te kwiatuszki dostępne są cały rok podobnie jak fajerwerki, a to ze względu na dużą liczbę świąt nie tylko hinduistycznych, ale także islamskich, chrześcijańskich itp.
d4

d5
d6
Drużba z orszaku pana młodego. Niestety tylko tyle udało mi się złapać.
d7
Piękna, ręcznie robiona rzeźba. (był tego cały sklep, gdybym miał pieniądze kupiłbym wszystkie!)
d8

Dojechaliśmy w końcu do celu.
Jama Masjid – największy meczet w Indiach, także główny meczet Delhi.
Powstał w latach 1654-1658 z woli Szahdżahana (na którego polecenie zbudowano Taj Mahal).
Zbudowany jest jak większość z czerwonego piaskowca i białego marmuru.
Prowadzą do niego trzy bramy, a obszerny dziedziniec meczetu może pomieścić ponad 20tys. osób.
Budowla posiada dwa minarety o wysokości 41 metrów.
W zbiorach meczetu znajduje się kopia Koranu spisana na jeleniej skórze.
W kwietniu 2006 dokonano bombowego zamachu terrorystycznego. Rannych zostało 13 osób spośród tysiąca wiernych. Na szczęście wybuch nie uszkodził budowli.
I tak oto jest piękny, okazały Jama Masjid.
Oczywiście przed wejściem trzeba było zostawić buty, a nawierzchnia taka gorąca.
Kobiety dostawały także obrzydliwe, nylonowe kiecki o zgniłych kolorach.
j1
j4
j2
j5
W środku robiliśmy prawdziwą furorę, kolejki hindusów do oglądania nas rosły.
Generalnie poruszaliśmy się z 30 osobowym ogonem, a jak się zatrzymaliśmy to było ich chyba ze 100 na szczęście pojawił się pan policjant i uratował nas przed stratowaniem. Kilka zdjęć nawet sobie porobiliśmy z miejscowymi, a raczej oni porobili sobie z nami :) . To w sumie było miłe, bo nie byli jacyś nachalni.
Sylwia mówiła, że oni później się chwalą tym zdjęciami i mówią “to mój przyjaciel, to moja przyjaciółka”

Po ubraniu butów i zapakowaniu się do autobusów ruszyliśmy do ogrodu-parku poświęconemu Gandhiemu.
dl1
dl2
dl3
dl4
dl5
dl8
No i ponownie mamy czerwony fort tylko z innej strony. Brytyjczycy podniszczyli go trochę i wywieźli marmur do Londynu aby go sprzedać. To samo miało spotkać Taj Mahal, ale zainteresowanie było nikłe i reszty nie tknęli.
f1
f2
delhi

Docieramy na miejsce.
Ogród jest olbrzymi i piękny, a w centrum znajduje się grób Mahatamy Gandhiego.
Kim był chyba nie muszę mówić, a jak ktoś nie wie to wujek google i ciocia wikipedia się kłaniają.
To naprawdę bardzo ciekawy i wspaniały człowiek więc zachęcam do zapoznania się z nim.
Dla Hindusów jest numerem jeden.
ps. podobizna Gandhiego znajduje się na każdej rupii indyjskiej papierkowej – to taki mały tip.
mg1
mg2
Grób otaczany jest niezwykłą opieką, codziennie myty i sprzątany, przynoszone są także świeże kwiaty i kadzidła.
mg3
mg4
Na tym obszarze jest też miejsce gdzie ważne osobistości, które przyjeżdżają do Indii sadzą drzewa.
Nawet jest drzewo Wałęsy, który odwiedził Indie w 1994r.
w1
w2
A tutaj rodzina Hinduska na spacerze w parku oblegli naszego Zohana.
Tak więc Zohan w środku i miejscowi.
z1
Jeszcze rodzinka z tatusiem.
z2
I piękny portret.
indian
To już ostatnia z atrakcji więc zjeżdżamy do hotelu.
Po drodze zatrzymujemy się jeszcze tylko przy świątyni Lotosu.
lotos
Zgarniamy w obiektyw kawałek Bazarku.
bazarek

I docieramy do Hotelu.
Dzień w Delhi był długi i szalony.
To piękne miasto, ale moje serce i tak należy do stolicy Rajastanu.
Kolejny dzień to podróż na linii Delhi – Jaipur.
Do przeczytania! Namaste!

Dzień drugi : Delhi /cz.2

październik 24, 2009 - Odpowiedzi: 2

Więc docieramy do Gurudwary.
Świątynia jest położona kawałek od ulicy aby było względnie czysto, cicho, poza tym to dość spory teren.
Tutaj widać po prawej stronie pana Sikha
g1
a tu Sikhowie z plakatu:
g2
A tutaj nie wiem co jest, jakaś forma poczekalni może?
W każdym razie przystojniaki na pierwszym planie się śmieją, na ławkach również wyznawcy Sikhizmu (oni wszyscy mają te turbany, a kobiety to się raczej nie wyróżniają). Na dalszym planie nasza grupa w tych zabawnych, odblaskowych chustkach:
g3
No i świątynia z przodu – charakterystyczna budowa i kolory. Po prawej stronie, w rogu zdjęcia ten pomarańczowy słup o którym już wspominałem.
Te pajace w pomarańczowym to nadal my.
g4
Niestety w środku jest całkowity zakaz robienia zdjęć – zabierają aparaty lub wyrzucają ze świątyni więc nie ryzykowałem. Poza tym takie niestosowanie się do zasad uniemożliwia innym grupom zwiedzanie bo wtedy Sikhowie już nie są tacy przyjaźni. Niby błahostka dla europejczyków, dla nich brak szacunku.
Więc pozostają nam ludzie i tereny świątyni.
g5
g6
g7
g8

g9
Tu jest owy słup, który ma za zadanie kierować wiernych do świątyni w całej okazałości.
Wygląda jakby u góry się palił, ale oczywiście to efekt padania światła słonecznego na blaszkę zamocowaną na czubku.
g10
Oczywiście jak w większości świątyń są baseny ze świętą wodą.
Co ciekawe Hindusi nie umieją pływać i tutaj był też taki pan, który sznurkiem się przywiązał do słupka aby właśnie nie utonąć. Wyglądało to komicznie bo to są w sumie brodziki maksymalnie po pas.
g11
g12
g13
Mamy też tablicę, która podejrzewam, poucza jak obchodzić się ze świętą wodą.
g14
U nich takie reguły i zasady mają sens bo oni szanują swoje religie.
U nas w Licheniu jest napis : “pobieraj świętą wodę z umiarem i szacunkiem, aby dla każdego starczyło.
Następnie widzisz jak brygada moherowa zapierdala z baniakami 5l to myślisz, że coś jest kurwa nie tak.
No dobra nwm. W takich świątyniach można normalnie urzędować – jedzenie dostaje się za darmo, spanie jest. Każdy pielgrzym może się tam zatrzymać.
Noooo iiiiii gwiazda z Polski w upiornym nakryciu głowy i nietęgą miną, proszę bez głupich komentarzy.
g15

Jeszcze ostatnie spojrzenie na świątynię…
g16

i kierujemy się do autobusu.
Przy okazji pokaże wam ulicę przy której się zatrzymaliśmy, a jest tam kilka ciekawych anomalii :)
Powiem wam, że smród w tym miejscu był niesamowity bo niedaleko było małe wysypisko śmieci – notabene jedno z wielu.
ul1
Uliczny sklepik z bzdetami : fajki, aspiryna, zapałki, baterie (jeszcze tylko gazet brakuje i byłby kiosk!)
ul2
Zaraz obok ludzie w swoim tak to nazwijmy domu, te koce i dywany to wszystko co posiadają.
Zauważcie, że w okół nich jest brudno, ale oni sami są bardzo schludni.
Oni nie czują wstydu i zażenowania spowodowanego mieszkaniem na ulicy, to jest ich kawałek ziemi, najprawdopodobniej wykupili ją. Państwo daje możliwość taniego zakupu miejsca na ulicy, żeby można było sobie tam namiot postawić czy coś w tym stylu. Tak więc slumsy i takie zjawiska są zupełnie normalne i legalne.
Ulica głośna i tłoczna, a oni twardo śpią. W Indiach jest taki hałas, że mieszkaniec zachodu oka by nie zmrużył.
Dla nich to normalka :P
ul3
ul4
Oczywiście obległa nas grupa żebraków i jedna tak się wkurzyła za olanie jej, że ze złości opluła nam autobus.
To taka forma klątwy i pogardy w Indiach, chociaż oni często plują i wszędzie. To brzmi okrutnie, ale nie mogliśmy jej nic dać bo to działa na zasadzie dasz 1 nagle jest 100.
Następnym celem był lunch i Brama Indii.
Po drodze zatrzymaliśmy się przed świątynią hinduistyczną, ja się w niej zakochałem – cudo!
h1
h2
h3
Jeżeli myślicie, że pląsająca kobra z koszyka to tylko bajka – jesteście w błędzie.
Tam takie rzeczy na co drugiej ulicy. Udało mi się zrobić zdjęcie i oczywiście musiałem zapłacić “modelom” za nie po dolarze.
kobra

Przed Bramą Indii jeszcze lunch jedliśmy pysznego kurczaka o enigmatycznej nazwie “masala”.
Milion przypraw w jednym sosie, wszystko na ostro + kurczak + warzywa + jajka (nie kurze!).
Mniam do picia woda ze świeżym sokiem z limonki…..

W drodze do “India Gate”, która rzut beretem od naszej restauracji.
ul5
Okazało się, że w Indiach jestem równie sławny co tutaj:
krisz

No i jest sławna Brama Indii.
Bardzo podobna do łuku triumfalnego w Paryżu.
Na cegłówkach nazwiska hindusów poległych w sprawie Angielskiej podczas 1 Wojny światowej.
Duża i bardzo ładna, chociaż lepiej się prezentuje w nocy. Blisko nie podchodziliśmy bo tłum straszny i trzeba było się pilnować i tak nas jakaś baba naciągnęła na 100 rupii od głowy. Krypto-opłaty to zmora turysty.
Na zdjęcie nam się wcisnął jakiś don juan, który próbował latał za jakimiś paskudnymi francuskimi babami.

bi1

bi3

CDN…

Dzień drugi : Delhi

październik 19, 2009 - Odpowiedzi: 2

Kiedy wy jeszcze smacznie spaliście o 5 rano u nas była już 8:30 i Krzysztof właśnie zajadał śniadanie po dość krótkiej nocy. O jakimkolwiek niewyspaniu czy zmęczeniu nie było mowy! W końcu to Indie – nie ma czasu na sen. Kiedy wyszliśmy z hotelu lekko nas zamurowało, Avalon jest bardzo atrakcyjnym budynkiem natomiast okolica ? Opuszczone kamienice i totalny syf.. Jednak mnie się podobało nawet w takich miejscach można odnaleźć cząstkę piękna, a architektura Indii jest niesamowita!

indiehotel1

indiehotel2

Naszym pierwszym celem był Qutab Minar, który mierzy 73 metry wysokości i jest wykonany z czerwonego piaskowca. Jest to budowla wzniesiona z resztek świątyń hinduistycznych, które zniszczyli muzułmanie kiedy zajęli tą część Indii. Całe kolumny i kamienie zostały użyte do powstania tego kompleksu, oczywiście odpowiednio je zmodyfikowano ponieważ żadne motywy religii hinduistycznej nie mogły wystąpić na obszarze minaretu. Budowlę szczególnie upodobali sobie samobójcy dlatego wejście na górę od kilku lat jest zamknięte.
Ciekawostką jest też metalowy słup na środku placu, który ma ponad 1000 lat i nadal nie rdzewieje – podobno kto go obejmie będzie miał szczęście… jednak słup jest aspołeczny odgrodził się od ludzi barierką i mało komu udaje się go przytulić.

Qutab Minar:
minaret1

minaret1blizej

Plac, Brama:
minaret1a

minaretbrama

Kolumny, Zdobienia:
minaretkolumny

minarkolumdetal

Grób Altamisha:
grób

Tereny Minaretu:

teren1

teren2

Po zwiedzeniu minaretu wyruszyliśmy do kolejnego celu, którym była świątynia Sikhijska – Gurudwara (Bangla Sahib). Pozwolę sobie na zdjęcia ulic Delhi ponieważ to są często o ciekawsze obiekty niż same zabytki :P :D
Po drodze minęliśmy również Pałac Prezydencki, który jest największym miejscem zamieszkania prezydenta na świecie. Oczywiście są slamsy i nagromadzenie świątyń, których jest tu całkiem sporo.
Krów w Delhi na razie nie zobaczycie bo są systematycznie przeganiane.

dulica1

Jeśli kiedyś przyjdzie Ci do głowy narzekać na komunikację miejską w Polsce:
dulica2

W miarę cywilizowane i schludne slumsy:
slums

slums2

Świątynia hinduistyczna (zwróćcie uwagę na specyficzną budowę i kolory):
swiatyniahindu

Oczywiście są sprzedawcy uliczni – stały element krajobrazu:
sprzedawca1

mamy nawet kawałek ambasady Polskiej na ulicy ambasad, która właśnie kończy się domem prezydenckim.
Nasza ambasada jest największa, ale mało ciekawa. Turecka za to jest przepiękna (zdjęcia brak bo zasłania roślinność).
ambasada

No i w końcu pałac prezydencki (zdjęcia rachu ciachu bo nie wolno się tam zatrzymywać)
pp
pp2

na zdjęcie złapała się też Brama Indii (zbliżenia później)
indiangate

Dotarliśmy do celu, ale zanim można było wejść na teren świątyni trzeba było założyć chustę na głowę oraz standardowo ściągnąć buty.
Świątynie sikhijskie są specyficzne jaki i sami wyznawcy. Znakiem rozpoznawczym takiej Gurudwary jest biały kolor fundamentów oraz złote kopuły. Znaleźć świątynię jest bardzo łatwo ponieważ na placu przy niej stoi zazwyczaj wielki pomarańczowy słup, który można dostrzec już z daleka. Jeśli chcecie się dowiedzieć co to sikhizm to zapraszam na wikipedię. Wyznawcy czyli Sikhowie mają na głowie charakterystycznie zawiązane turbany oraz posiadają dość bujne owłosienie na twarzy, a brody tych ortodoksyjnych sików są naprawdę długie i imponujące.

CDN …. jeśli nie podoba wam się forma to piszcie, jeśli zdjęcia słabe i dawać mniej, ale konkretniej piszcie.
i czy robić jedną długą notkę czy dzielić na kilka – piszcie!
jak ktoś to czyta to ma u mnie piwo xD

Dzień pierwszy: Warszawa-Zurich-Delhi

październik 18, 2009 - Odpowiedzi: 2

No więc tak. W Warszawie znaleźliśmy się o 7 rano już na Okęciu i czekaliśmy dwie godziny do odprawy.
Wszystko poszło ładnie pięknie, ładnie – zapoznaliśmy się z grupą, z naszą pilotką (którą uwielbiam) i ruszyliśmy do samolotu. Przywitała nas stewardesa-blacharo-solara, ale była na swój sposób ładna i miła.
Lot trwał dwie godziny w tym czasie dostaliśmy rogala, coca-cole i zgniłą czekoladkę od linii lotniczych Swiss.
Powiem wam, że uwielbiam latać samolotem to jest jak w wesołym miasteczku…
Ja miałem miejsce przy oknie na linii Warsaw – Zurich i słońce wstawało leniwie, ach piękny widok.
Żałuję, że aparat zostawiłem w torbie.
Wylądowaliśmy w Zurichu i nasze lotnisko przy tym ich to małe piwo do terminala docelowego szliśmy z dobre 15 minut i takie w ogóle luksusowe sklepy jak Chanel – u nas w galaksi takich nie ma!
No w stolicy Szwajcarii długo nie byliśmy klientka miała radość wymawiając moje imię w sumie odprawa natychmiastowa idziemy do samolotu a tam…
Magia Indii, mnóstwo Hindusów oczekujących na lot do Delhi, a mało co się nie posikałem w majtole.
Podróż trwała 6 godzin i 21 minut w tym czasie rozegrałem milion partii w tetrisa, zleciało niesamowicie szybko.
Dostaliśmy pyszności – naleśnik z kurczakiem, całe durgie danie ryżowo-kurczakowe normalnie delicje, ja przy takim żarciu czuję, że żyję!
No i zbliżamy się do celu, podchodzimy do lądowania i na dużej wysokości (nie powiem żeby nie skłamać) o 1 w nocy w Indiach jest 30 stopni celsjusza.
Wysiadamy z samolotu, o mało co nóg nie połamaliśmy zapieprzając na lotnisko, oczywiście spotkała nas masa papierów, które trzeba było wypełnić mimo, że i tak ich nikt nie czytał. Wychodzimy po bagaże, witają nas plakaty “Namaste! Welcome in India” Ja już mam odlot. Ogólnie lotnisko wielkie i ekscentryczne masa różnych ludzi, dużo osób w maskach przeciw grypie hrum-hrum i panowie policjanci z karabinami. Fajnie, fajnie udało nam się wyjść z lotniska po odprawie na miasto. Pierwsze uderzenie ciepłego, wilgotnego powietrza – a ja wiem, że zwariowałem. Podziwiam wszystko w oczekiwaniu na autobus do hotelu – kwiaty, budynki, kurz w powietrzu… Indie są magiczne! Przez całą drogę autobusem, który był tak sprawny jak wszystko w Indiach ;] wybałuszałem gały przez okno – kapliczki, śpiący ludzie na ulicach, krowy, robotnicy (Delhi buduje metro teraz praca wre). Dojechaliśmy w ciągu 40 minut do hotelu po Indiach się jeździ bardzo wolno, a my mieliśmy kawałek… Hotel cudowny, wielkie drzewo posążek buddy – coś niesamowitego. Czekamy tylko jeszcze na klucz do pokoju, zachwycamy się nie wierzymy i w końcu zmęczeni padamy spać by obudzić się następnego dnia w Indiach, w pięknym hotelu z gazetom “hindustanitimes” przed drzwiami i pysznym śniadaniem…. ale o tym wkrótce.

No i zdjęcia – mam tylko z hotelu, nocą w drodze i tak bym nic nie zrobił…
ps. Hotel zwał się Avalon – nazwa adekwatna do klimatu.

avalon1

avalon2

avalon 2

wszystko się skończyć musi, prawda święta

październik 11, 2009 - Jedna odpowiedź

Minęły już dwa tygodnie od powrotu z Indii.
A ja mam naprawdę duże problemy z przystosowaniem się
tutaj jest jak w szarym, cichym grobowcu.
Indie to piękny kraj, mój ulubiony i na pewno chcę tam wrócić.
te wszystkie kolory, ludzie, zwierzęta, sklepy, jedzenie, miasta, wsie…
Niedługo to wszystko spiszę postaram się to jakoś rozplanować
bo jest o czym pisać. Podzielę to na miasta, dni i jakoś to będzie.
Więc kolejna notka pierwszy dzień w Delhi (btw. Jaipur najbardziej lubię!)
Oczywiście przy opisie pojawią się zdjęcia.

indian

INDIA!

wrzesień 19, 2009 - Leave a Response

Już jutro wylot do moich Indii.
Do zobaczenia za 9-10 dni – Salaam Namaste !

Taj_Mahal_2_by_flemmens